replica watches for sale: fake hublot watches and replica cartier.
Klub Dyskusyjny Myśli Politycznej W Ursusie - News: Węzeł gordyjski ochrony zdrowia
O nas


Czym jest klub

-Regulamin

-Skład zarządu

-Założyciele Klubu

-Historia Klubu

-Kontakt
   
Działalność

-Cele Klubu

-Artykuły

-Archiwum - spotkania

-Archiwum inne rzeczy
Węzeł gordyjski ochrony zdrowia
Węzeł gordyjski ochrony zdrowia

Mądrali to nam nie brakuje. A w tej wrzawie o rekonstrukcji rządu mądrale jako jednego z kandydatów do wymiany na jakiegoś lepszego ministra typują ministra zdrowia (gdy piszę te uwagi, nie znam wyniku rekonstrukcji rządu). Ale mądrale nic nie rozumieją, jak to mądrale. Nie da się łatwo naprawić czegoś, co u zarania zostało popsute, minister robi, co może, ale każda naprawa wymaga czasu, zmiana ministra NIC nie da. Zatem krótko kilka faktów, które pozwolą zrozumieć istotne kwestie strukturalne - taki sobie głos ekonomisty.



Po pierwsze, mamy bardzo mało lekarzy. Oto tabela, która pokazuje, jak zmieniały się kadry medyczne:

Tabela 1. Liczba pracowników medycznych w Polsce w tys.

Jak widzimy, w ciągu lat 1995-2005 wyparowało z Polski 10 proc. lekarzy, ponad 30 proc. dentystów i 10 proc. pielęgniarek. To był skutek nieodpowiedzialnej polityki, wadliwych systemów finansowania i wynagradzania, a jednocześnie ogólnie złej atmosfery medialnej wokół polskiego lecznictwa (medialne eksponowanie i nagłaśnianie różnych problematycznych przypadków), ale przede wszystkim to był efekt intensywnej działalności zachodnich firm tzw. łowców głów, które werbowały przede wszystkim młodych absolwentów studiów medycznych. Po roku 2005 sytuacja trochę jakby została poprawiona, ale są duże zaległości, po prostu brakuje ludzi. I nic dziwnego, że pojawiają się nawet informacje o zamykaniu oddziałów szpitalnych z powodu braku lekarzy.
Jaki tego efekt. Pokazuje następna tabela:

Tabela 2. Liczba obywateli na pracownika medycznego (a) i ile razy więcej w Polsce (b) 2014 r.


Liczba osób na pracownika medycznego to swego rodzaju długość potencjalnej kolejki. Jak widzimy, pod względem (tejże potencjalnej) długości kolejki do lekarzy i do dentystów jesteśmy praktycznie na końcu listy krajów europejskich. Nasza kolejka do lekarzy jest dłuższa o 60% do 100% do dentysty dobrze ponad dwukrotnie dłuższa. Pod względem liczby osób przypadających na jedną pielęgniarkę jesteśmy lepsi tylko od Łotwy, Bułgarii, Cypru, Grecji i Turcji. Żadne reformy w rodzaju urynkowienia, dodatkowych ubezpieczeń nie zmienią tego stanu rzeczy w krótkim czasie.


Tak jest, żadne reformy tego w krótkim czasie nie zmienią. Nie da się naprawić tej sytuacji bez zwiększenia finansowania systemu. Tymczasem w wyniku doktrynalnych błędów w procesie transformacji finansowanie ochrony zdrowia głównie składką zdrowotną w wysokości 9% (a na początku było kompromitujące 7,5%) płaconą od wynagrodzenia pracownika zwłaszcza w sytuacji tak niskiego poziomu wynagrodzeń, nie daje szans na poprawę.


W krajach porównywalnych z Polską składka zdrowotna w stosunku do wynagrodzeń już na przełomie wieków, gdy wprowadzano reformy, wynosi kilkanaście procent: w Chorwacji 16%, na Węgrzech i w Rumunii 14%, w Czechach 13,5%, w Słowacji 13,7%, w Słowenii 12,8%.
Co szczególnie istotne, składka ta jest dzielona między pracownika i pracodawcę, czyli odprowadzana z wynagrodzenia brutto pracownika i dodatkowo pracodawca odprowadza opłatę na rzecz ubezpieczenia zdrowotnego pracownika w ramach swoich kosztów. Proporcja udziału pracodawcy i pracownika w tej składce wynosi 50:50 (Chorwacja, Rumunia, Słowenia), 66:33 (Czechy, Słowacja), czy 79:21 (Węgry) – a więc jeśli nie jest to równy udział, to większą część składki odprowadza pracodawca co oczywiście zwiększa jego koszty zatrudnienia.

W Niemczech składka wynosi łącznie 15,5%. od generalnie wyższych wynagrodzeń, przy czym pracownika 8,2%, pracodawcy 7,3% (proporcja podziału to zatem 53:47).


Jeśli od razu, na początku nie ustanowiło się składki na właściwym poziomie i wprowadziło mechanizmy łatwej ucieczki przed obowiązkiem wpłacania składki na realnym poziomie, to potem bardzo trudno jest narzucić jej właściwy poziom, a przede wszystkim szczególnie trudno wprowadzić współudział przedsiębiorców w płaceniu składki na rzecz ich pracowników, zwłaszcza że od lat kultywowany jest fałszywy! - pogląd o wysokich kosztach pracy w Polsce i rzekomo wysokim opodatkowaniu przedsiębiorstw.
Błąd w określeniu składki zdrowotnej był budowaniem wadliwej struktury, którą trudno naprawić, gdy inne elementy gospodarki dostosowały się do układów, jakie ta struktura stworzyła. W szczególności, niskie składki, niskie podatki, niskie koszty pracy, stworzyły swego rodzaju cieplarniane warunki dla drobnego kapitału (kultywowane tzw. MiS-ie małe i średnie przedsiębiorstwa) i dla firm zagranicznych nastawionych na wykorzystywanie niskich kosztów pracy, by wypracowywać dla siebie wysoką rentowność.
Zdrowie jest ważnym elementem dobrobytu, powinno być traktowane jak specjalne przedsięwzięcie narodowe. Każdy przedsiębiorca wie, że po to, by jakieś przedsięwzięcie zostało zrealizowane skutecznie, z sukcesem, muszą zostać poniesione określone nakłady finansowe, czyli trzeba opłacić ludzi, materiały, sprzęt zgodnie z ich cenami wyznaczonymi przez rynek. Jeśli poskąpi się na materiały, będzie można kupić tylko te gorszej jakości, a gdy na wynagrodzenia, to nie znajdzie się fachowców o odpowiednich kwalifikacjach, zaś ci, którzy są, przeniosą się do konkurencji i oto mamy wyjaśnienie ucieczki lekarzy, dentystów, pielęgniarek. Jeśli się tego jasno nie powie, to żadne czary mary ze zmianami personalnymi nie pomogą. Ten węzeł gordyjski można rozwiązać tylko przecinając problem finansowy: zwiększając składkę do 15% nakładając obowiązek uzupełnienia składki przez pracodawców, przedsiębiorcy zresztą wiedzą, że bez właściwego finansowania, żadnego przedsięwzięcia się nie zrealizuje.


Ale prawda jest bardziej skomplikowana. Ekonomia to swoiste paradoksy. Niskie płace to wielka krzywda, ale zmuszają do zwiększonego wysiłku. Oto przykład lekarza opisany w Dzienniku Gazecie Prawnej. Lekarz zarabia 20 tys. Ale forsa! Tyle powinien zarabiać lekarz. Tylko że na podstawowym etacie w swym szpitalu dostaje 5 tys. Dlatego dorabia dyżurami w tymże szpitalu, ale poprzez firmę zewnętrzną (kto taki chory system wymyślił?!), która go zatrudnia na zlecenia, w weekendy dodatkowe 5 tys., udział w szkoleniach, w efekcie 300 godz. pracy miesięcznie, czyli 10 godzin dziennie z sobotami i niedzielami. Rodzi się pytanie co do jakości pracy przemęczonego pracownika, zwłaszcza lekarza. Nie dziwi mnie, że lekarze się buntują. Niskie płace to zmuszanie do zwiększonego wysiłku, który ma skompensować niedobór kadr spowodowany bezmyślną polityką lat 90-tych i późniejszych, ukazany w Tabeli 1. Dlatego węzeł gordyjski jest bardziej skomplikowany.
Licznik odwiedzin
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło