Tajemnica dziesięciu mandatów do Sejmu
Dodane przez admin dnia November 15 2019 13:27:47
Warszawa, 25 października 2019 r.


Tajemnica dziesięciu mandatów do Sejmu
(analiza wyników wyborów do Sejmu z 13 października 2019 roku)


W dniu 13 października 2019 roku odbyły się bardzo ważne wybory do Sejmu i Senatu RP. Wybory te przyniosły zaskakujące i zastanawiające wyniki.

W wyborach do Sejmu zdecydowanie wygrał PiS, uzyskując 43,59 % głosów. Jednak w przeliczeniu na mandaty uzyskał mandatów dokładnie tyle, co cztery lata wcześniej, w 2015 roku - 235 mandatów. Zaskakujące dobre wyniki uzyskały Koalicja Obywatelska - 27,40 procent (134 mandaty), SLD - 12,56 procent głosów (49 mandatów), PSL - 8,55 procent głosów (30 mandatów) oraz Konfederacja - 6,81 procent głosów (11 mandatów). Szczególnie dobry wynik Konfederacji, pozwalający przekroczenie progu 5 procent i udział w podziale mandatów do Sejmu, istotnie wpłynął na ilość mandatów PiS w Sejmie.
Zastanawiająca jest rekordowa frekwencja, która wyniosła 61,74 procent (18.678.457 osób),


Treść rozszerzona
Warszawa, 25 października 2019 r.

Tajemnica dziesięciu mandatów do Sejmu
(analiza wyników wyborów do Sejmu z 13 października 2019 roku)


W dniu 13 października 2019 roku odbyły się bardzo ważne wybory do Sejmu i Senatu RP. Wybory te przyniosły zaskakujące i zastanawiające wyniki.

W wyborach do Sejmu zdecydowanie wygrał PiS, uzyskując 43,59 % głosów. Jednak w przeliczeniu na mandaty uzyskał mandatów dokładnie tyle, co cztery lata wcześniej, w 2015 roku - 235 mandatów. Zaskakujące dobre wyniki uzyskały Koalicja Obywatelska - 27,40 procent (134 mandaty), SLD - 12,56 procent głosów (49 mandatów), PSL - 8,55 procent głosów (30 mandatów) oraz Konfederacja - 6,81 procent głosów (11 mandatów). Szczególnie dobry wynik Konfederacji, pozwalający przekroczenie progu 5 procent i udział w podziale mandatów do Sejmu, istotnie wpłynął na ilość mandatów PiS w Sejmie.
Zastanawiająca jest rekordowa frekwencja, która wyniosła 61,74 procent (18.678.457 osób), przy której zdecydowany faworyt tych wyborów, PiS, uzyskał wynik gorszy niż w majowych wyborach do PE (w wyborach do Sejmu 43,58 %, a w wyborach do PE - 45,68). Wynik PiS w wyborach do Sejmu był niższy niż wskazywała na to większość sondaży przedwyborczych.
Zdumienie budzi niezwykła dokładność badania exit pool wyników wyborów w wyborach do Sejmu, dokonana przez ośrodek badawczy IPSOS. IPSOS podał wyniki PiS z dokładnością do jednej setnej procenta głosów i dokładny wynik Koalicji Obywatelskiej. To absolutny rekord świata.
Tym bardziej dziwi pomyłka ośrodka IPSOS w przydziale mandatów poszczególnym Komitetom Wyborczym. Pomyłka ta wyniosła w sumie 10 mandatów.

PKW, w stosunku do IPSOS, przydzieliło w sumie o 10 mniej mandatów PiS, PSL i Konfederacji. Według PKW, PIS otrzymał 235 mandatów (o cztery mniej niż dał IPSOS), PSL otrzymał 30 mandatów (o cztery mandaty mniej niż od IPSOS), a Konfederacja 11 mandatów (o dwa mandaty mniej niż od IPSOS).
Te dziesięć mandatów PKW przyznało KO - 4 mandaty, zwiększając stan posiadania KO do 134 mandatów (według IPSOS było 130 mandatów) i SLD - 6 mandatów, zwiększając stan posiadania SLD do 49 mandatów (według IPSOS SLD miał 43 mandaty).
Dzięki temu KO i SLD mogą skutecznie wspierać weta prezydenta, mając łącznie 183 mandaty. Do wsparcia weta prezydenta i zablokowania ustawy sejmowej wystarcza 185 mandatów w Sejmie.
Przebieg wyborów, badania sondażowe wyników do Sejmu ośrodka IPSOS, wyniki podane przez PKW, budzą podejrzenie, że znowu wyniki wyborów zostały wcześniej ustalone i zaprogramowane w systemie PKW i odbiegają od prawdziwych wyników wyborów.
Wymaga to dokładnej analizy i zweryfikowania tych wyników przez organa państwa, PiS oraz przez opinię publiczną.
Wymaga to przyjęcia dodatkowych rozwiązań, utrudniających proces manipulacji wyborczych i fałszowania wyników wyborów. Musi się to stać jeszcze przed wyborami na urząd prezydenta RP, które odbędą się w 2020 roku.

Wybory do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku
Wybory do Sejmu w 2019 roku zostały poprzedzone wyborami do Parlamentu Europejskiego. Wielkie zwycięstwo w tych wyborach uzyskało Prawo i Sprawiedliwość, uzyskując 45,68 procent głosów (6,192 miliona głosów). Koalicja antypisowska, grupująca PO, Nowoczesną, PSL, SLD i Zielonych uzyskała 38,47 procent głosów (5,249 miliona głosów), a Wiosna Roberta Biedronia 6,06 procent głosów (827 tysięcy głosów).

Konfederacja, Kukiz'15 i Lewica Razem nie przekroczyły progu wyborczego. Konfederacja uzyskała 4,55 procent głosów (621 tysięcy głosów), Kukiz'15 uzyskał 3,69 procent głosów (503 tysiące głosów), a Lewica Razem 1,24 procent głosów (168 tysięcy głosów).
Wielkie zwycięstwo PiS miało miejsce przy rekordowej frekwencji, jak na wybory do europarlamentu. Frekwencja wyniosła 45,68 procent, czyli 13,759 miliona osób wzięło udział w wyborach do PE. Dobra zmiana władzy w Polsce w 2015 roku, dobre rządy PiS, znakomita polityka prorodzinna i socjalna rządu dały znakomite poparcie społeczne i wyborcze dla Prawa i Sprawiedliwości.

Kampania wyborcza do Sejmu w 2019 roku
Zaraz po wyborach do PE, PiS przystąpił do kampanii wyborczej do Sejmu, które zostały wyznaczone na 13 października 2019 roku. Politycy PiS ruszyli w teren, spotykając się z wyborcami, trafiali do małych ośrodków. Spotkania cieszyły się dużą frekwencją. Od 1 lipca program 500 plus objął wszystkie dzieci do 18 roku życia. Od 1 października weszła w życie obniżka podatku dochodowego o jeden punkt procentowy, co dało kolejny wzrost dochodów gospodarstw domowych.

Kampania wyborcza PiS była dynamiczna i widoczna dla bardzo wielu Polaków. Odwrotnie było z tzw. opozycją. Kampania wyborcza KO, SLD i PSL była bezbarwna, apatyczna. Konfederacja zaś nie była widoczna w telewizji i w mediach elektronicznych.
Pozytywne nastroje społeczne wobec obozu dobrej zmiany, dobra dynamiczna kampania wyborcza PiS i anemiczna kampania opozycji dały o sobie znać w sondażach przedwyborczych do Sejmu. We wszystkich sondażach zdecydowanym liderem był PiS, uzyskując od 40 do 48 procent poparcia. Dominowało poparcie w przedziale 45-48 procent.
Poparcie dla KO w sondażach wynosiło od 19 do 28 procent. Dominowało w przedziale 24-27 procent.
Poparcie dla SLD w sondażach wynosiło od 10 do 15 procent. Dominowało w przedziale od 13 do 15 procent.
Poparcie dla PSL kształtowało się w przedziale od 4 do 8 procent. Dominowało w przedziale od 6 do 7 procent. Sondaże przedwyborcze nie dawały pewności, iż PSL przekroczy próg wyborczy 5 procent.
Poparcie dla Konfederacji kształtowało się w sondażach w przedziale od 4 do 6 procent. Konfederacja rzadko przekraczała w sondażach pięć procent i wydawało się mało prawdopodobne, że wejdzie do nowego Sejmu.
W sondażach dało się zauważyć ciekawą rzecz. Notowania dla KO i SLD sumowały się zazwyczaj w 40 procent. W jednym sondażu KO miało 26 procent, a SLD 14 procent. W innym podawano, że KO zyskuje dwa procent i ma 28 procent, a SLD traci dwa procent i ma 12 procent. Zawsze jednak wychodziło, że KO i SLD mają łącznie 40 procent.
Warto przywołać jeden - ostatni sondaż CBOS z 11 października 2019 roku: PiS - 46, PO -19, SLD -9, PSL - 8, Konfederacja - 6. Jest to ważny sondaż, ponieważ CBOS jako jedyny przewidział prawidłowy wynik PiS -45 procent w wyborach do PE w maju 2019 roku.
Tuż przed wyborami było pewne, że PiS wygra te wybory zdecydowanie i będzie rządzić samodzielnie. Ostrożnie szacowano, że PiS uzyska wynik na poziomie 45-47 procent i będzie miał w Sejmie 250-260 mandatów.

Jednocześnie nie było jasne, czy do Sejmu wejdą Konfederacja i PSL.
Sondaże i szacunki socjologiczne przewidywały dużą frekwencję w wyborach do Sejmu i Senatu. Przewidywano, że frekwencja wyniesie między 55 a 58 procent. Uważano przy tym, że im większa będzie frekwencja, tym lepszy wynik osiągnie PiS ( nawet 50 procent głosów), a tym trudniej będzie wejść do Sejmu Konfederacji i PSL (mają ograniczony elektorat).

Badanie sondażowe ośrodka IPSOS w wyborach do Sejmu

W niedzielę 13 października 2019 roku odbyły się wybory do Sejmu i Senatu. Tego dnia była przepiękna pogoda, dużo słońca i ciepło (temperatura 20 stopni). Lokale wyborcze były otwarte w godzinach 7- 21. O godzinie 21 ośrodek badawczy IPSOS, na zlecenie telewizji TVP, TVN i Polsat, przedstawił swoją prognozę wyników wyborczych.
Ośrodek IPSOS od lat przedstawia swoją prognozę wyników wyborczych na podstawie badania exit pool. Są to badania ankieterskie dokonywane w dniu wyborów przed wybranymi lokalami wyborczymi. Czasami ośrodek ten wykazuje się niezwykłą precyzją badania i prognozy wyborczej, innym razem zaskakuje dużym odchyleniem prognozy od oficjalnych wyników PKW.
I tak w wyborach do Parlamentu Europejskiego w maju 2014 roku IPSOS podał wynik PiS z dokładnością do dwóch setnych procenta, czyli 500 głosów (IPSOS dawał PiS 31,8 procent, a PKW dało PiS 31,78 procent). IPSOS podał wówczas prawidłową kolejność dziewięciu komitetów wyborczych, a maksymalne odchylenie między prognozą IPSOS, a oficjalnymi wynikami, podanymi przez PKW, wyniosło 0,67 procenta.
Ale dopiero przy sfałszowanych wynikach wyborów do Sejmików Wojewódzkich z 16 listopada 2014 roku IPSOS zdumiał swoją dokładnością prognozy wyniku wyborczego dla SLD. Prognoza IPSOS przed liczeniem głosów dawała SLD 8,78 procenta, a PKW po obliczeniu wyników dała SLD 8,80 procenta.
Tyle, że licząc wyniki wyborcze okazało się, że jest 18 procent głosów nieważnych, co stanowiło 2,5 miliona głosów w wyborach do Sejmików Wojewódzkich. W tym przypadku to już nie tylko okazał się geniusz badawczy analityków ośrodka IPSOS, ale wręcz okazały się zdolności prorockie analityków IPSOS.
Gorzej powiodło się IPSOS z prognozami w ostatnich wyborach samorządowych (październik i listopad 2018 roku) oraz w wyborach do Parlamentu Europejskiego w maju 2019 roku.
Na wyborach do Sejmików Wojewódzkich w październiku 2018 roku IPSOS zaniżył wynik PiS o dwa procent, a wyborach do PE, w maju 2019 roku, IPSOS zaniżył wynik PiS o trzy procent.
19 października 2019 roku IPSOS przedstawił następującą prognozę wyborczą: PiS - 43,6 procent głosów, Koalicja Obywatelska - 27,4 procent, SLD -11,9 procent, PSL - 9,6 procent, Konfederacja - 6, 4 procent. W przełożeniu na mandaty poselskie przekładało się to na 239 mandatów dla PiS, 130 mandatów dla KO, 43 mandaty dla SLD, 34 mandaty dla PSL, i 13 mandatów dla Konfederacji.
IPSOS prognozował też rekordową frekwencję na poziomie 61 procent
Była to zaskakująca prognoza.
Po pierwsze, PiS miał większość sejmową pozwalającą na samodzielne rządzenie, ale wynik był o co najmniej kilka procent niższy od przewidywań sondażowych i o co najmniej 20 mandatów mniej od oczekiwań
. I to wszystko przy rekordowej frekwencji, przy której spodziewano się wyniku PIS powyżej 50 procent głosów.
Po drugie, zaskakująco wysokie okazały się prognozy dotyczące PSL i Konfederacji. Oba Komitety wyraźnie przekraczały próg 5 procent i odbiegały w górę w stosunku do sondaży przedwyborczych.
Natomiast prognozy dotyczące KO i SLD były zgodne z formułą 40 procent. To znaczy, że łączna suma głosów KO i SLD, czyli 27,4 procent oraz 11,9 procent, dające w sumie 39,3 procent były bliskie 40 procent.
Biorąc pod uwagę niedoszacowanie PiS przez ośrodek IPSIOS w dwóch poprzednich wyborach, można było założyć, że wyniki PiS podane przez PKW zbliżą się do co najmniej 46 procent i do powyżej 250 mandatów. Można też było założyć, że Konfederacja będzie miała wynik na pograniczu progu wyborczego (tuż poniżej 5 procent lub niewiele powyżej 5 procent, czyli zero mandatów lub kilka mandatów). Również wydawało się, że PKW poda dużo niższy wynik PSL i mniejsze wyniki dla KO oraz SLD.

Cząstkowe wyniki wyborów do Sejmu podawane przez PKW
W poniedziałek 20 października 2019 roku od rana zaczęły z PKW spływać cząstkowe wyniki wyborcze do Sejmu.
O godzinie 6.30 były już znane wyniki z obliczonych protokołów wyborczych z 42 procent obwodowych komisji wyborczych. PiS miał 49,3 procent, KO - 22,2 procent, SLD - 10,99, PSL- 9,75, Konfederacja - 6,7 procent.
O godzinie 8.30 PiS już zaczął tracić i miał 45,81 procent, KO już zaczęła zyskiwać i miała 25,46 procent, również w górę szedł SLD -11,9, PSL zaczął tracić i miał 8,96 procent, a Konfederacja miała swoje stałe 6,71 procent.
O godzinie 9.30 były znane wyniki z 82 procent obwodowych komisji. PiS ciągle tracił i miał 45,16 procent,, KO ciągle zyskiwała i miała 26,1 procent, rósł SLD -12,1, tracił PSL- 8,81, a Konfederacja stała w miejscu 6,71 procent.
O godzinie 10.20 były znane wyniki z 92 procent obwodowych komisji. PiS już spadł poniżej 45 procent i miał 44,57 procent, KO miała już 26,65 procent, SLD szedł w górę i miał 12,27 procent, PSL leciał w dół i miał 8,63 procent a Konfederacja miała stabilny wynik - 6,76 procent.
O godzinie 12.00 PiS miał 44,38 procent, KO -26,77, SLD -12,34, PSL 8,63, a Konfederacja znowu 6,76.
O godzinie 13.30 znane były już wyniki z 99,49 procent obwodowych komisji wyborczych. PiS już spadł poniżej 44 procent i miał 43,76 procent, KO -27,24, SLD - 12,52, PSL - 8,58, a Konfederacja - 6,79 procent.
Między godziną 6.30 (wyniki z 42 procent obwodowych komisji wyborczych), a godziną 13.30 (wyniki z 99,43 procent obwodowych komisji wyborczych) PiS traci 5,56 procent, KO zyskuje 5,09 procent, SLD zyskuje 1,53 procent, PSL traci 1,17 procent, a Konfederacja zyskuje 0,09 procent.
W czasie podawania cząstkowych wyników wyraźne były następujące procesy.
PiS z każdym odczytem wyraźnie tracił, a KO odpowiednio do strat PiS wyraźnie zyskiwała.
Również PSL tracił i odpowiednio do strat PSL zyskiwał SLD.
Konfederacja bez względu na odczyt miała stabilny wynik, tak jakby system obliczeniowy PKW był zaprogramowany na wejście Konfederacji do Sejmu i wynik powyżej 6,7 procent oraz wynik powyżej 10 mandatów.

Ostateczne PKW wyniki do Sejmu
O godzinie 21.00, równą dobę po zamknięciu komisji wyborczych i zakończeniu głosowania, PKW ogłosiła ostateczne wyniki wyborów do Sejmu.
8.051.935 głosów, czyli 43,59 % i 235 mandatów
5.060.355 głosów, czyli 27,40% i 134 mandaty
2.319.946 głosów, czyli 12,56% i 49 mandatów
1.578,523 głosów, czyli 8,55% i 30 mandatów
1.256.953 głosów, czyli 6,81 % i 11 mandatów
Do urn poszła rekordowa liczba Polaków -18.470.710, czyli 61,74 procent.
Na 41 okręgów wyborczych frekwencja powyżej 60 procent przekroczyła w 23 okręgach. W 7 okręgach była w przedziale 60-61 procent, a w 16 okręgach w przedziale 61-80 procent (w tym w trzech okręgach przekroczyła 70 procent - Warszawa I, Warszawa II, Poznań).
Oto okręgi wyborcze, w których frekwencja wyborcza przekroczyła 60 procent:
Wrocław - 65,89, Lublin - 60,88, Łódź - 68,32, Piotrków Trybunalski - 61,81, Sieradz - 60,92, Kraków I - 62,86, Kraków II - 68,57, Nowy Sącz - 60,28, Tarnów - 60,47, Radom - 60,84, Siedlce- 60,98, Warszawa I - 79,75, Warszawa II - 70,56, Rzeszów - 60,13, Gdańsk - 64,21, Słupsk - 62,79, Bielsko Biała - 64,91, Częstochowa - 61,22, Katowice I - 64,00, Katowice II - 62,99, Bielsko Biała II - 60,41, Katowice III - 62,99, Poznań - 73,13.

Porównanie prognozy IPSOS z wynikami PKWM

Ostateczne wyniki wyborów do Sejmu z dnia 13 października , ku zaskoczeniu, okazały się prawie identyczne jak te, które prognozował ośrodek badawczy IPSOS.
Porównując wyniki ośrodka IPSOS z wynikami PKW ze zdumieniem, stwierdzamy niezwykłą precyzję ośrodka IPSOS, dotyczącą prognozy oddanych głosów na poszczególne komitety wyborcze.
Maksymalne odchylenie prognozy IPSOS od wyników PKW wynosi 1,05 procenta (i dotyczy wyników PSL).
IPSOS, przy oddanych na PiS 18,47 miliona głosów, podał wynik PiS z dokładnością do 0,01 procenta, czyli z precyzją do 800 głosów.
IPSOS, przy oddanych na KO 5,06 miliona głosów, podał wynik KO z dokładnością do 0,00 czyli trafił w punkt (prawie co jednego głosu).
IPSOS, przy oddanych na SLD 2,319 miliona głosów, podał wynik SLD z dokładnością, do 0,66 procenta.
IPSOS, przy oddanych na PSL 1,578 miliona głosów, podał wynik PSL z dokładnością do 1,05 procenta.
IPSOS, przy oddanych na Konfederację 1,256 miliona głosów, podał wynik Konfederacji z dokładnością do 0,41 procenta.
Natomiast przy ogromnej frekwencji wyborczej, przekraczającej 18,4 milionaosób, podał wynik z dokładnością do 0,44.
IPSOS wykazał się wręcz idealną precyzją w stosunku do PiS i KO oraz z bardzo dobra precyzją wobec SLD, PSL i Konfederacji. Tym bardziej dziwi błąd IPSOS przy przyznawaniu tym komitetom mandatów poselskich.
IPSOS w stosunku do PiS pomylił się o cztery mandaty, dawał 239 mandatów, a PKW 235.
W przypadku KO IPSOS też pomylił się o cztery mandaty - dawał 130, a PKW przyznało KO 134 mandaty.
W przypadku SLD ISOS pomylił się o sześć mandatów - dawał 43, a PKW przyznała SLD 49 mandatów.
W przypadku PSL IPSOS pomylił się o cztery mandaty - dawał 34 mandaty, a PKW przyznała PSL 30 mandatów.
W przypadku Konfederacji IPSOS pomylił się o dwa mandaty-dawał 13 mandatów, a PKW przyznało Konfederacji 11 mandatów.
W sumie IPSOS pomylił się o 10 mandatów. Zyskały KO - 4 mandaty i SLD - 6 mandatów. Tracą PiS - 4 mandaty, PSL - 4 mandaty i Konfederacja -2 mandaty.
Najwięcej zyskuje SLD, które u PKW ma zaledwie o 0,66 procent głosów więcej i aż o 6 mandatów więcej. Konfederacja też zyskuje o 0,41 procenta głosów ale traci 2 mandaty. KO u PKW ma tyle, co w IPSOS, ale zyskuje 4 mandaty.
KO i SLD zyskują łącznie 10 mandatów. I okazuje się, że to jest dziesięć kluczowych mandatów dla układu politycznego w nowym Sejmie.

Układ 40 do 60
Według PKW, Koalicja Obywatelska i SLD uzyskują łącznie 40 procent głosów (KO - 27,4, SLD -12,56), a PiS, PSL i Konfederacja blisko 60 procent głosów (PiS -43,59, PSL - 8,55, a Konfederacja - 6,81, czyli 58,95).
Mamy układ 40 do 60. Układ KO i SLD - 40, a po drugiej stronie PiS, PSL i Konfederacja - 60
Aby odrzucić weto prezydenta, potrzeba w Sejmie 60 procent mandatów, czyli 276 mandatów. Aby skutecznie wesprzeć weto prezydenta, potrzeba 185 mandatów.
Według IPSOS, KO i SLD miały łącznie 173 mandaty (130 plus 43). Do 185 mandatów brakowało zatem KO i SLD 12 mandatów.
Liczenie głosów przez PKW przyniosło KO i SLD 10 mandatów. I oba te komitety doszły do 183 mandatów. Gdy dodamy do tego jeden mandat mniejszości niemieckiej, mamy kluczowe 184 mandaty, które praktycznie pozwalają skutecznie wesprzeć weto prezydenta. Bo zawsze można jeszcze jednego posła pozyskać z PSL. I będzie wówczas 185 mandatów. Dokładnie tyle, by wesprzeć weto prezydenta.
Układ KO i SLD został wytypowany w strategicznym planie walki z PiS, jako jednostka pewna i niezawodna. PSL znany ze swojej obrotowości i możliwy potencjalny sojusznik PiS, został uznany jako niepewny i zaliczony do „puli 60".
Na tym etapie walki z PiS, niemożliwe było zablokowanie PiS w tych wyborach. Nie można było zablokować zwycięstwa PiS w wyborach do Sejmu i samodzielnych rządów PiS. Można jednak było zamanipulować wynikami wyborów i maksymalnie zdusić zwycięstwo wyborcze PiS, grając na przekroczenie progu wyborczego przez PSL i Konfederację oraz nadymając sztucznie frekwencję wyborczą.
Na drugim etapie walki z PiS, w wyborach prezydenckich, miano wydrukować zwycięstwo rywala kandydata PiS, rywala z obozu KO i SLD. Ten opozycyjny prezydent mógłby wetować istotne ustawy rządzącego obozu Prawa i Sprawiedliwości, a weta te skutecznie mogłyby wspierać KO i SLD. To - w zamiarze wrogów PiS - powinno doprowadzić do paraliżu działań PiS i do upadku rządów PiS.
Dlatego wymyślono formułę 40 do 60. 40 procent głosów i mandatów w Sejmie dla KO i SLD oraz 60 procent głosów i mandatów dla PiS, PSL i Konfederacji. Dla PiS wyznaczono też dodatkowe ograniczenie, czyli 235 mandatów w Sejmie. 235 mandatów dających większość i samodzielne rządy, jednak nie zapewniające spokojnego rządzenia. Jednocześnie owe 235 mandatów dla PiS, czyli tyle co PiS uzyskał w 2015 roku, powinno wprowadzić zwątpienie w szeregach obozu rządowego, co do efektywności politycznej rozbudowanej i korzystnej dla społeczeństwa polityki socjalnej.

Niewiarygodne wyniki do Sejmu ogłoszone przez PKW
Wyniki wyborów do Sejmu, ogłoszone przez PKW, są niewiarygodne i wewnętrznie sprzeczne. Zaniżone są o co najmniej kilka punktów procentowych wyniki PiS, zawyżone są wyniki KO, SLD i PSL i Konfederacji.
Przy rekordowej frekwencji PiS powinien mieć wynik na poziomie 50 procent głosów.
Jeżeli bowiem do wyborów idą ludzie, którzy do tej pory nie chodzili, to znaczy, że uzyskali silny impuls do wzięcia udziału w wyborach. Tym impulsem wydaje się być chęć wyrażenia zadowolenia z powodu znacznej poprawy warunków bytowych i głosowanie w obronie uzyskanych transferów socjalnych. Czyli poparcie rządzącego obozu PiS.
Znacznie niższy, przy podanej przez PKW frekwencji, powinien być wynik PSL. Według PKW, do rekordowej frekwencji przyczyniły się wielkie miasta, a w szczególności: Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk i Katowice. W tych miastach i pozostałych dużych ośrodkach miejskich poparcie dla PSL jest znikome. A to oznacza, że aby uzyskać wynik bliski 9 procent, PSL na prowincji winien mieć poparcie na poziomie 15 - 20 procent. A tak nie jest.
Zdumienie musi budzić odczyt cząstkowych wyników Konfederacji, dokonywany przez PKW. Bez względu na to, ile zliczonych zostało protokołów wyborczych i bez względu na to, skąd pochodziły te protokoły (wieś, małe miasta czy duże miasta), Konfederacja miała cały czas odczyt 6,7 procenta głosów. To jest bardzo mało prawdopodobne.
Również notowania KO i SLD wydają się być wyraźnie zawyżone. Łączne poparcie dla KO i SLD może być w przedziale 30 - 33 procent. A dostały 40 procent (zgodnie z formułą 40 do 60).
Niewiarygodna jest frekwencja podana przez PKW dla największych miast. Zupełnie niewiarygodna jest frekwencja dla Warszawy I, wynosząca prawie 80 procent, dla Warszawy II, wynosząca 70 procent, czy dla Poznania, wynosząca 73 procent.
Należy też oddzielnie skomentować frekwencję wyborczą podaną przez PKW dla całego kraju. Frekwencja ta wynosi 18, 678 miliona głosów, czyli 61,74 procent uprawnionych do głosowania. Nie można tej frekwencji w sposób prosty porównywać z frekwencją z 1989 roku (była o jeden punkt procentowy wyższa).
Po 1989 roku z Polski wyjechało przeszło 2,5 miliona osób. Z tych osób udział w wyborach bierze zaledwie kilka procent. A to oznacza, że punktem odniesienia przy analizowaniu frekwencji nie jest 30 milionów uprawnionych tylko 27,5 - 28 miliona osób. A przy takiej bazie odniesienia 18,678 oddanych głosów daje frekwencję w granicach 65-66 procent. Jest to mało prawdopodobne. Wydaje się, że frekwencja podana przez PKW została zawyżona o kilka punktów procentowych (co najmniej o milion osób).
Te wątpliwości, co do wiarygodności wyników podanych do Sejmu przez PKW, pozwalają stwierdzić, iż oficjalne wyniki odbiegają od rzeczywistych i zostały zmanipulowane w procesie wyborczym i zliczania głosów.

Jak fałszuje się wyniki wyborów
W Polsce można fałszować wyniki wyborcze w lokalach wyborczych i w procesie zliczania głosów przez system elektroniczny PKW.
Najczęściej fałszuje się wyniki wyborcze w lokalach wyborczych. Można to robić poprzez dorzucanie kart wyborczych na konkretnego kandydata i zwiększając w ten sposób frekwencję wyborczą. Można podmieniać karty wyborcze, usuwając kartę z oddanym głosem na konkurenta i wrzucając kartę ze swoim kandydatem. Można też unieważniać głos, dodając drugi krzyżyk.
Do tej pory w Polsce stosowano wszystkie te rozwiązania. Szczególnie na prowincji, gdzie wszyscy się znają i wszyscy wiedzą, kto siedzi za granicą, łatwo zagłosować za taką nieobecną osobę.
Jednak w lokalu wyborczym można dokonać manipulacji na ograniczoną skalę (kilkadziesiąt głosów). Choć w sfałszowanych wyborach do sejmików wojewódzkich 16 listopada 2014 roku masowy charakter fałszerstw przyniósł 18 procent (czyli 2,5 miliona) głosów nieważnych i sensacyjny wynik PSL na poziomie 24 procent.
Można też korygować wynik wyborów w procesie elektronicznego zliczania głosów przez PKW. Przy 27 tysiącach protokołów wyborczych i milionach oddanych głosów, można łatwo skorygować wyniki w sposób trudny do wychwycenia.
W ostatnich latach znacznie wzrosło owe zagrożenie, gdyż pojawiły się programy szpiegowskie, pozwalające całkowicie zapanować nad system elektronicznym i jego elementami. Można w systemie zmieniać protokoły lub przy tych samych protokołach wykazywać zmanipulowane sumy (np. dla PiS zliczone protokoły sumują się do 96 zamiast do 100, a dla PO sumują się do 104 zamiast do 100)
Wydaje się, że tym razem, w październiku 2019 roku, w wyborach do Sejmu do fałszerstw mogło dochodzić w lokalach wyborczych (na ograniczoną skalę) i w systemie elektronicznym PKW (na bardzo poważną skalę).
Wydaje się, że do korekty obecnych wyników wyborczych do Sejmu mogło dojść przede wszystkim w procesie elektronicznego zliczania protokołów przez system PKW. Przesłankami do tego są cząstkowe odczyty wyników przez PKW i dostosowywanie wyników PKW do ogłoszonych przez IPSOS wyników dla PiS oraz KO oraz korekta przyznanych mandatów i dopasowania ich ilości do ustalonej wcześniej formuły „40 do 60".
Można przypuszczać, że podmiot zewnętrzny mógł przejąć kontrolę nad elektronicznym systemem zliczania głosów przez PKW. I mając rozeznanie sytuacji poprzez sondaż IPSOS, i mając wgląd w protokoły, na bieżąco mógł korygować proces zliczania głosów.
Owa operacja mogła polegać m.in. na sztucznym zawyżeniu frekwencji w systemie o około 1,2 miliona głosów i przyznania ich KO, SLD, PSL i Konfederacji. Można było te głosy rozrzucić na duże miasta (np. Warszawa. Poznań, Gdańsk i inne), zwiększając głównie poparcie dla KO i SLD, a w przypadku PSL i Konfederacji wszędzie tam, gdzie umożliwiało to PSL i Konfederacji uczestniczyć w podziale mandatów. Na takiej tylko operacji PiS mógł stracić co najmniej 30 mandatów.
Te podejrzenia oraz szereg socjologicznych wątpliwości wyborczych wymagają weryfikacji wyników wyborczych do Sejmu, ogłoszonych przez PKW.


Protest wyborczy PiS
Wyniki podane przez IPSOS i potwierdzone przez PKW były dużym zaskoczeniem dla działaczy i kierownictwa PiS. Spodziewano się wyższych wyników do Sejmu i dużo większej ilości mandatów w Sejmie. Podany wynik 43,6 - mniejszy od wyniku uzyskanego przez PiS w wyborach do europarlamentu - budził zdumienie i wątpliwości, co do wiarygodności.
Podobnie zastanawiające wyniki do Senatu skłoniły PiS do złożenia protestu wyborczego. Taki protest został złożony przez PiS 21 października 2019 roku. Protest dotyczy 6 okręgów wyborczych do Senatu. PiS ma wątpliwości co do dużej ilości głosów nieważnych i wystąpił o ponowne przeliczenie głosów w całym okręgu senackim.
To historyczne i pozytywne wydarzenie polityczne. Do tej pory bezkarnie fałszowano w Polsce wyniki wyborów. Na największą skalę stało się to 16 listopada 2014 roku w wyborach samorządowych. Mimo oczywistego fałszerstwa wyników wyborów do sejmików wojewódzkich, uznano te wyniki.
Tu warto przypomnieć, że 20 listopada 2014 roku prezydent Bronisław Komorowski wystąpił razem z Pierwszym Sędzią SN, Małgorzatą Gersdorf, prezesem Trybunału Konstytucyjnego, Andrzejem Rzeplińskim, prezesem Naczelnego Sądu Administracyjnego, Romanem Hauserem, i wspólnie ogłosili stanowisko wobec liczenia wyników wyborów. Stwierdzili, że kłopoty z liczeniem głosów (awaria systemu komputerowego PKW) wydłużają proces liczenia głosów, ale nie dają podstaw do kwestionowania wyników tych wyborów.
W ten sposób zadecydowano, że wyniki wyborów samorządowych w 2014 roku są prawdziwe.
Tym razem PiS wystąpił o weryfikację niektórych wyników. To ważny sygnał dla wszystkich. Koniec z bezkarnym fałszowaniem wyników wyborczych. Może być kontrola wyników wyborów.
Jednak w przypadku tych wyborów należy przed wszystkim przyjrzeć się wynikom wyborów do Sejmu. Należy je zweryfikować i dokładnie przeanalizować.
W tym celu PiS powinien wystąpić do PKW o przekazanie PiS kopii pisemnych protokołów z obwodowych komisji wyborczych oraz pliku z elektronicznymi wersjami tych protokołów i ze zbiorczymi wynikami w okręgach. Niezbędne jest sprawdzenie wyników PKW, poprzez zliczenie pisemnych protokołów przez własny system rachunkowy.
Trzeba też się domagać od PKW, aby jak najszybciej zamieściła w internecie protokoły z obwodowych komisji wyborczych. Tak aby każdy Polak mógł zobaczyć, jakie były wyniki wyborów w jego komisji wyborczej i porównać je z innymi komisjami.
Ale nie może to być gest dobrej woli PKW. To musi być ustawowy obowiązek PKW i niezbędny element wyborów. I taką ustawę, zmuszającą PKW do publikowania protokołów natychmiast po wprowadzeniu ich do systemu komputerowego, trzeba natychmiast przyjąć.
To rozwiązanie zapewni społeczną kontrolę wyników wyborów. Pozwoli Polakom kontrolować wyniki wyborów ogłaszane przez PKW. Będzie można najpierw sprawdzić, czy wyniki z obwodowej komisji wyborczej wywieszone na drzwiach lokalu wyborczego pokrywają się z tymi z systemu PKW. A komitetom wyborczym pozwoli to na zliczanie wyników wyborów poza systemem PKW. Utrudni to manipulację wynikami wyborów, dokonywaną w elektronicznym systemie zliczania głosów przez PKW.
To uchroni wybory prezydenckie w 2020 roku przez takimi manipulacjami wyników wyborczych. A trzeba pamiętać, że w realizowanym scenariuszu walki z PiS, wrogowie PiS (krajowi i zagraniczni) założyli, że na drugim etapie zdobędą urząd prezydenta RP.
Gdy zablokuje się fałszerstwo wyborów i wyników wyborów prezydenckich, ta operacja się nie uda - przegrają. I Andrzej Duda wygra wybory. Bo poparcie Polaków jest po stronie Prawa i Sprawiedliwości oraz prezydenta Andrzeja Dudy.

Musi być kara
Polacy doceniają rządy dobrej zmiany. Popierają PiS i prezydenta Andrzeja Dudę. Nie można było odebrać zwycięstwa PiS w wyborach do Sejmu i odebrać PiS samodzielnych rządów. Zdecydowano się jednak na korektę wyników wyborów i ograniczenie skali zwycięstwa PiS. Zrobiono to w sposób zuchwały, licząc na to, że nikt tego nie zauważy lub nie będzie w stanie podważyć sfałszowanych wyników.
Jednak PiS złożył protesty wyborcze. To samo w sobie uderza w dotychczasowy system fałszowania wyników wyborczych. I nawet jeżeli te protesty zostaną oddalone, trzeba dokonać bardzo szczegółowej analizy wyników wyborów do Sejmu. Trzeba przeanalizować wszystkie protokoły wyborcze z dużych miast. A w szczególności wyniki wyborów w Warszawie, gdzie według PKW, miało głosować 80 procent uprawnionych (prawie 1,4 miliona osób). Trzeba te wyniki porównać z wynikami wyborów z ostatnich 12 lat.
Najważniejsze jest zablokowanie fałszerstwa wyborów prezydenckich, które odbędą się w maju 2020 roku.
Polacy też muszą widzieć, że każda próba fałszowania wyników wyborów spotyka się z karą. W tym przypadku, PiS ma dość mandatów, by taką karę wymierzyć. Mając rząd, PiS musi wprowadzić w życie program dobrobyt i sprawiedliwość. Sprawiedliwość ma polegać na tym, że złodzieje, ludzie skorumpowani siedzą w więzieniu, a nie w telewizji, w Sejmie lub Senacie czy są prezydentami miast lub samorządowcami.
Trzeba uderzyć w złodziei z całą mocą państwa.
Trzeba od początku do końca wyjaśnić sprawę sprzedaży za rządów Leszka Millera Polskich Hut Stali (PHS zostały sprzedane za 8 milionów złotych, a tylko wybudowanie huty Katowice w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku kosztowało na obecne pieniądze 70 miliardów złotych).
Trzeba wyjaśnić z czasów rządów Donalda Tuska tzw. Ugodę PZU i Skarbu Państwa z Eureko (co kosztowało Polskę 14 miliardów złotych).
Trzeba ukarać PO za likwidację polskich stoczni.
Trzeba wyjaśnić opinii publicznej, skąd się wziął wielki majątek prezes Małgorzaty Gersdorf (według oświadczeń majątkowych majątek pani Małgorzaty Gersdorf wart jest wiele milionów złotych).
Trzeba wyjaśnić, skąd Mariusz Walter i Jan Wejchert mieli pieniądze na uruchomienie i prowadzenie stacji telewizyjnej TVN.
Konsekwentnie prowadzony program cela plus szybko zweryfikuje „układ 40 do 60" w Sejmie. I okaże się, że mamy zdrowy układ 20 do 80. A Polacy przekonają się, że dobro w Polsce jest nagradzane, a zło karane.