Warto posłuchać rozgoryczonych górali
Dodane przez admin dnia January 24 2021 19:04:29
Warto posłuchać rozgoryczonych górali, jak widzą to, co się dzieje. Oto refleksje przysłane przez właściciela małej rodzinnej firmy na Podhalu prowadzącej wyciąg narciarski
Długo zbierałem myśli, by w miarę streszczony sposób opisać moją i nie tylko moją sytuację.
Zacznijmy od marca, gdy moja i wiele innych branż zostały zamknięte. Ja ze zrozumieniem przyjąłem sytuację i zawiesiłem działalność, była już prawie wiosna i w zasadzie kończył się sezon. Nawet nie przyszło mi do głowy, by ubiegać się o „Tarczę”, gdybym to zrobił pewnie dzisiaj byłbym mądrzejszy.

Treść rozszerzona
Warto posłuchać rozgoryczonych górali, jak widzą to, co się dzieje. Oto refleksje przysłane przez właściciela małej rodzinnej firmy na Podhalu prowadzącej wyciąg narciarski

Długo zbierałem myśli, by w miarę streszczony sposób opisać moją i nie tylko moją sytuację.
Zacznijmy od marca, gdy moja i wiele innych branż zostały zamknięte. Ja ze zrozumieniem przyjąłem sytuację i zawiesiłem działalność, była już prawie wiosna i w zasadzie kończył się sezon. Nawet nie przyszło mi do głowy, by ubiegać się o „Tarczę”, gdybym to zrobił pewnie dzisiaj byłbym mądrzejszy.
Kiedy przed wyborami poinformowano społeczeństwo, że najgorsze za nami, a sezon letni w górach wyglądał dobrze, zacząłem przygotowania do sezonu zimowego. Wiele prac konserwacyjnych wykonałem wiosną, dlatego skupiłem się na modernizowaniu gastronomii. Zainwestowałem, by spełnić wymagania sanitarne, których się spodziewałem, a nikt przecież nie wskazywał, że nie będziemy pracować.

Wymieniłem narty w wypożyczalni na nowe, by łatwiej było je dezynfekować.
Większość prac wykonujemy rodzinnie sami, bierzemy do pomocy fachowców tylko wtedy, gdy sami czegoś nie potrafimy wykonać. Mała stacja narciarska tylko w ten sposób może być rentowna. Pracujemy też w naszym gospodarstwie rolnym, ale ono zarobku przecież nie daje.
Tak więc jesienią, gdy wyciągi narciarskie zostały odebrane przez TDT, a wcześniej certyfikowane przez firmę, która dokonała prześwietleń spawów i lin, części wyciągu, to kwota kosztów przygotowania do sezonu przekroczyła 100 tys. zł. A dodam, że spodziewając się trudności w naśnieżaniu zmodernizowałem też urządzenia do naśnieżania.

No i w pewnym momencie dowiadujemy się, że lockdown obejmie wyciągi narciarskie, po czym Prezydent oznajmia, że powinniśmy działać.

Kolejne informacje to skrócenie ferii zimowych i przesunięcie ich terminu. Zostało niewiele czasu, by naśnieżyć stok, przygotować go i zabezpieczyć. Naśnieżanie wykonujemy zwykle przy temperaturach bliskich 00 C, a tu jak na złość nie było mrozów. Zatem wiedząc, że nie ma wiele czasu, uruchamiam urządzenia naśnieżające. Choć w takich warunkach jest to bardzo drogie. A nie jest łatwo naśnieżać sprzętem, który ma prawie 20 lat – nie wszystko byłem w stanie zmodernizować, nowa armatka śnieżna to 80 - 140 tys. zł. A jeszcze zdarzyła mi się awaria ratraka, który ma ponad 20 lat, a to ciężka praca i znowu koszty - a na wymianę na nowy nie ma szans, bo taki to koszt od 1 do 1,3 mln zł. Do tego dochodzi opłata wodnoprawna. Poza tym normalnie to sam prąd to około 40 – 50 tys. zł. i koszt pracy ludzi z nami współpracujących.

I wszystkie te nakłady, cała ta praca, by móc zarabiać tylko przez 3 dni, w tym w Boże Narodzenie. I tu całe nasze rozgoryczenie i niezrozumienie, dlaczego pozwolono nam pracować tylko w Święta Bożego Narodzenia i dlaczego odebrano nam nie tylko cały sezon, ale i okres po świętach, i ferie? Teraz z okna mojego domu widzę saneczkarzy szukających możliwości zjeżdżania na polanie, ale ja przecież na stok nie mogę ich wpuścić. Po pierwsze z uwagi na karę, a po drugie, dlaczego że stok narciarski nie jest do tego przygotowany, nie jest bezpieczny. Obowiązuje w Polsce zakaz korzystania ze stoków narciarskich przez saneczkarzy. Mało kto wie, że nie ma sezonu, by ktoś nie stracił życia na sankach, bo na stoku narciarskim jest to bardzo niebezpieczne. I takie mamy zamieszanie, bo wyciąg nie może normalnie funkcjonować.
I teraz ja pytam, dlaczego nikt nas nie uprzedził, by nie przygotowywać się do sezonu, bo będziemy musieli się zamknąć? No bo skoro Minister Zdrowia twierdzi, że ma programy, które przewidują rozwój pandemii, to wiedzieli o tym wcześniej. Czy może chodziło o to, byśmy zainwestowali niepotrzebnie pieniądze, opłacili Tauron i inne państwowe instytucje, a czy potem zarobimy, to już nieważne? Nie rozumiem, jakim problemem są wyciągi narciarskie z orczykami rozstawionymi co 15 m, podczas gdy państwowe przedsiębiorstwo PKL przewoziło na Kasprowy i Gubałówkę tysiące turystów dziennie? W tym czasie, gdy nasz wyciąg i innych takich jak ja drobnych przedsiębiorców, nie mógł funkcjonować, to Dolina Kościeliska i Chochołowska były pełne turystów, parkingi nie mieściły samochodów. Nawet na górce obok nas było ze 100 saneczkarzy, a dalej na polanie jeszcze więcej. Takiego tłoku dawno nie było, ale wyciągom nie pozwolono funkcjonować. Nie rozumiem tej hipokryzji: mała rodzinna firma nie może funkcjonować, a państwowe (kolej na Kasprowy i Gubałówkę) spokojnie działają - tam problemu Covidu nie ma.

Czuję się oszukany, wykorzystany przez ten Rząd, bo wychodzi na to, że nam nie przysługuje żadna pomoc. Kto w ogóle zdaje sobie sprawę, jakie jest zamieszanie przez numer PKD. Nikt przecież nie był łaskaw z odpowiednim wyprzedzeniem poinformować, że już we wrześniu trzeba było mieć numer na wiodące PKD dla wyciągów narciarskich. Każdy miał jakieś PKD, płacił normalnie podatki, na PKD nie zwracało się uwagi, bo zawsze różną działalność się prowadziło, a teraz, żeby załapać się na Tarczę, trzeba było mieć od września PKD na wyciągi narciarskie. Zmieniłem w grudniu, no ale wymagają, że ma być od września, no i okazuje się, że przez biurokratyczną fikcję jesteśmy załatwieni.

Biurokraci nie rozumieją specyfiki firm rodzinnych. Funkcjonujemy jako firma rodzinna, ale zatrudniamy też innych ludzi. Wcześniej nikt nie zwracał uwagi na to, by zatrudniać na umowy jak największą liczbę ludzi. A teraz okazuje się, że trzeba mieć jak najwięcej zatrudnionych, nieważne, czy to prawdziwe zatrudnienie, bo ważne, że tylko na pracowników dostaje się tarczę, a firmy rodzinne takie jak moja są na przegranej pozycji i można je doprowadzić do upadku. Tak jakby komuś zależało na tym, by nie było małych rodzinnych firm.

A powiem jeszcze, że z mojego wyciągu żyło jeszcze trochę ludzi, na przykład instruktorzy, którzy działali samodzielnie albo na samozatrudnieniu, no to oni są zupełnie załatwieni przez zamknięcie wyciągów.
Jestem przerażony obecną sytuacją, straciłem do rządzących zaufanie. Wygląda to tak, że ja mam przewidywać, co mogą zepsuć osoby, które są odpowiedzialne za 38 milionowy naród, za moją Polskę. Przecież nie można zmieniać zdania co kilka dni, na zaufanie trzeba sobie zapracować. Trudno się dziwić, że wielu ludzi łamie zakazy, oni to robią po to, by ratować swe rodziny i kraj. Przecież już mało osób tu u nas wierzy w pandemię, no bo jeśli przez okres od Świąt Bożego Narodzenia do końca ferii (4 tygodnie!) przewinęło się przez Podhale dziesiątki tysięcy ludzi, a dzisiaj, 19 stycznia jest 5 zachorowań w powiecie Tatrzańskim, to gdzie tu logika? A przy zapowiadanym tempie szczepień będzie to trwało kilka lat, to z tego wniosek, że mamy zapomnieć o wyciągach? Jak tak dalej pójdzie, to Niemcy z tego wyjdą cało, a Polska będzie w ruinie. Czy ktoś wyciąga wnioski z tego że już chodzą po Zakopanem i okolicy agenci od nieruchomości i szukają co by tu wykupić. I mój kolega, który ma dużo większą firmę wyciągową sprzedaje ojcowiznę aby ratować się przed wierzycielami. A może i ja za dwa lata będę emigrował za chlebem do Szwecji, gdzie wyjechali moi pracownicy, kiedy nas zamknięto. Tam jest inna rzeczywistość, gospodarka kwitnie. Ale gdy po lecie przyjechali ze Szwecji to ja im mogłem zaoferować tylko trzy dni pracy. No to będą tam wracać.

A mnie bardzo leży na sercu przyszłość mojej Ojczyzny. I jak na każdym kroku widzę propagandę, to przestaję ufać temu, co słyszę. Za rok zaczniemy od nowa albo będziemy się pakować, firma, którą wspólnie z rodziną tworzyliśmy przez 25 lat zgaśnie - z niezrozumiałych przyczyn. Mówi się, ze wirus zabija ludzi, a ja widzę, że głównie gospodarkę.

Opracował Jerzy Żyżyński, adresat korespondencji otrzymanej 19.01.2021 od znajomego górala, właściciela małego orczykowego wyciągu narciarskiego.